Ostatnio nie publikowałam denka - tak wyszło, że byłam za granicą, miałam zaplanowane posty, które znikły, a zdjęć i aparatu niestety ze sobą nie zabrałam ;/ Było - minęło. Nie mniej jednak zdjęcia wrzuciłam na Facebooka i jeśli jesteście ciekawi, jaki ogrom kosmetyków zużyłam w lipcu - kliknijcie w TEN LINK :D
Teraz też nie jest źle, cieszę się, że moje zapasy w końcu zaczynają się kurczyć! To bardzo satysfakcjonujące - wiem, że robię sobie miejsce na nowości i czekam na nie z niecierpliwością. Nie planuję jednak żadnych dużych zakupów - nawet wizja promocji w Rossmannie mnie nie kręci.
Jeśli jesteście ciekawi, czy wśród zużytych kosmetyków kryje się jaka perełka - pędźcie do dalszej części tego posta!
TWARZ:
- BLISTEX, POMADKA OCHRONNA ORANGE MANGO BLAST
Pomadka ochronna do ust, której używałam codziennie rano i wieczorem podczas rutynowej pielęgnacji. Bardzo ładnie pachniała, miała słodki smak i naprawdę dobrze nawilżała usta. Nie było ono tak intensywne jak w przypadku bogatych formuł w słoiczkach, ale nie mogłam narzekać na stan moich ust. Niestety 1/3 opakowania się zmarnowała - pomadka rozpuściła się i przykleiła do wieczka tak, że nie jestem jej już w stanie uratować. Raczej nie kupię ponownie, bo do używania w domu wolę wybierać treściwsze formuły.
- BIELENDA, PŁYN MICELARNY LASER XTREME
Ten płyn micelarny był używany głównie przez moją mamę, ale kiedy nie miałam pod ręką mojego ulubionego Garniera - często jej go podkradałam. Wszystkie kosmetyki z tej serii mają naprawdę super składy - ten płyn zawiera w sobie nawilżający hialuronian sodu (już 2 pozycja :O), witaminę PP, która reguluje pracę gruczołów łojowych, łagodzącą Alantoinę, glicerynę, komórki macierzyste, Lecytynę i kwas mlekowy. Ta wersja mnie nie podrażniała, chociaż niektóre miały do tego tendencje. Moim zdaniem za mało wspomina się o nich w blogosferze. Zawiera DMDM Hydantoin, która jest donorem formaldehydu, ale została dopuszczona do stosowania w kosmetykach w ograniczonym stężeniu.
- OPTI-FREE, PŁYN DO SOCZEWEK PURE MOIST
- NACOMI, KREM POD ODY MOROCCAN ARGAN CREAM WITH GRAPE SEED OIL
Krem pod oczy, który pojawił się już w ulubieńcach. Znalazłam go w Hebe i od razu spodobał mi się ze względu na przyjazny skład. Ma treściwą konsystencję, dlatego jest idealny na noc. Skóra po całonocnym zabiegu jest miękka, a cienie lekko rozjaśnione. Podczas jego stosowania nie mam problemów z suchą skórą pod oczami, czy na powiekach, nawet wtedy, kiedy stosuję zastygające korektory. Nie każdemu będzie odpowiadała forma opakowania - słoiczek - ale mi w ogóle ten aspekt nie przeszkadza. Mam już drugie opakowanie - koniecznie muszę napisać na jego temat oddzielny wpis :)
WŁOSY:
Szampon bez SLS, z naprawdę dobrym składem. Dobrze się u mnie sprawdzał przy codziennym myciu włosów, ale musiałam co nie raz stosować go naprzemiennie z innym szamponem. Miał wiele ekstraktów, a także olejki, więc po pewnym czasie obciążał moje delikatne i cienkie włosy. Dobrze oczyszczał, ale nie plątał przy tym włosów. Był delikatny dla mojego skalpu. Do tej wersji raczej nie powrócę, ale mam ochotę na tę normalizującą.
MAKIJAŻ:
Pudry Paese towarzyszą mi w codziennym makijażu od lat. Zazwyczaj wybierałam te bambusowe, bo są delikatniejsze, chociaż następcą tego będzie już ryżowy - chciałam sprawdzić, jak zadziała na moją skórę. Takie opakowanie starcza mi mniej więcej na 1,5 roku, czasem dłużej, czasem krócej - wszystko zależy od tego, ile kosmetyku mi się wysypie. Jedynym jego minusem jest właśnie pudełko - nie ma w nim żadnego zabezpieczenia, dlatego na początku puder znajduje się wszędzie, tylko nie tam, gdzie powinien. Matuje na długo, mnie nie wysusza, chociaż potrafi podkreślić suche skórki. Nie bieli twarzy i nie zapycha. Jeśli ktoś ma problemy z szybkim przetłuszczaniem się skóry, albo zależy mu na długiej trwałości makijażu - ten kosmetyk jest właśnie dla niego.
Tusz od Max Factora był chyba jedynym tuszem (oprócz kolorowego z Bebeauty), o którym pisałam na łamach bloga. Pełną recenzję znajdziecie klikając w tytuł tego nagłówka. Jeśli miałabym opisać go w kilku słowach - to naprawdę dobry tusz, wracam do niego po raz kolejny. Fajnie pogrubia i delikatnie podkręca rzęsy, o ich wydłużeniu raczej nie będę mówić. Ma wygodną, lekko wygiętą szczoteczkę, która nie jest jednak tak miękka, jak ta u poprzednika. Jego konsystencja jest o wiele gęstsza - bardziej przypomina mus niż ciecz. Pewnie jeszcze do niego wrócę, choć znam lepiej działające u mnie tusze.
CIAŁO:
A tak poza tym - wiecie że ogórek to afrodyzjak? Czy Dove miało coś na myśli przygotowując taką wersję zapachową? A może to teoria spiskowa? Illuminati? :D
- LABORATORIUM PILOMAX, MASKA DO WŁOSÓW CIEMNYCH
MAKIJAŻ:
Pudry Paese towarzyszą mi w codziennym makijażu od lat. Zazwyczaj wybierałam te bambusowe, bo są delikatniejsze, chociaż następcą tego będzie już ryżowy - chciałam sprawdzić, jak zadziała na moją skórę. Takie opakowanie starcza mi mniej więcej na 1,5 roku, czasem dłużej, czasem krócej - wszystko zależy od tego, ile kosmetyku mi się wysypie. Jedynym jego minusem jest właśnie pudełko - nie ma w nim żadnego zabezpieczenia, dlatego na początku puder znajduje się wszędzie, tylko nie tam, gdzie powinien. Matuje na długo, mnie nie wysusza, chociaż potrafi podkreślić suche skórki. Nie bieli twarzy i nie zapycha. Jeśli ktoś ma problemy z szybkim przetłuszczaniem się skóry, albo zależy mu na długiej trwałości makijażu - ten kosmetyk jest właśnie dla niego.
- GOLDEN ROSE, BŁYSZCZYK DO UST LUXURY RICH COLOR LIPGLOSS ODCIEŃ 09
- LOREAL, TUSZ DO RZĘS VOLUME MILLION LASHES FELINE
Tusz od Max Factora był chyba jedynym tuszem (oprócz kolorowego z Bebeauty), o którym pisałam na łamach bloga. Pełną recenzję znajdziecie klikając w tytuł tego nagłówka. Jeśli miałabym opisać go w kilku słowach - to naprawdę dobry tusz, wracam do niego po raz kolejny. Fajnie pogrubia i delikatnie podkręca rzęsy, o ich wydłużeniu raczej nie będę mówić. Ma wygodną, lekko wygiętą szczoteczkę, która nie jest jednak tak miękka, jak ta u poprzednika. Jego konsystencja jest o wiele gęstsza - bardziej przypomina mus niż ciecz. Pewnie jeszcze do niego wrócę, choć znam lepiej działające u mnie tusze.
CIAŁO:
- LUKSJA, PŁYN DO KĄPIELI PINK SPARKLE
- DOVE, ŻEL POD PRYSZNIC GO FRESH, OGÓREK I LIŚCIE ZIELONEJ HERBATY
A tak poza tym - wiecie że ogórek to afrodyzjak? Czy Dove miało coś na myśli przygotowując taką wersję zapachową? A może to teoria spiskowa? Illuminati? :D
- ISANA, ŻEL POD PRYSZNIC HELLO SPRING
- LINDA, MYDŁA TRADYCYJNE, BOGACTWO OWSA, SŁODYCZ MIODU, ŚWIEŻOŚĆ MIĘTY
- BALEA, BALSAM DO CIAŁA TROPICAL SUNSHINE, POMARAŃCZA I MANGO
Kupiony rok temu, leżał i czekał na swoją kolej. W końcu doczekał się i został doceniony. Był tani jak barszcz, a mimo tego naprawdę fajnie się sprawdził Jest to balsam idealny na letnie miesiące - lekki, szybko się wchłaniający, bardziej przypomina mleczko niż treściwy balsam. Dobrze nawilża, ma prosty skład - głównymi nawilżaczami są tu gliceryna, sól kwasu stearynowego i olej migdałowy. Nawet moja sucha skóra była po nim gładka i napięta. Mam jeszcze jedno opakowanie - o innym zapachu i na pewno zużyję je z przyjemnością. Jest to edycja limitowana, może jeszcze kiedyś Balea do niej wróci.
- FA, ANTYPERSPIRANT FRUIT ME UP, FRUITY FRESH
- GARNIER, ANTYPERSPIRANT NEO, SHOWER CLEAN
Czy jakiś kosmetyk wpadł Wam w oko? Jak idzie Wam zużywanie? W Waszych zużyciach jest więcej ulubieńców, czy bubli?
Pozdrawiam :*
