Hej!
Dawno mnie tu nie było, a wczoraj na Instagramie (jeśli mnie jeszcze nie obserwujecie - zapraszam :P) ogłosiłam, że wracam z pisaniem postów na bloga. Jeśli chcecie poczytać trochę "prywaty", której na tym blogu jest coraz mniej, albo interesuje Was, co działo się u mnie w ciągu ostatnich kilku miesięcy - zapraszam z kawą i ciastkiem :D
Jak wiecie od lipca tamtego roku miałam (i nadal mam) długie wakacje - chyba najdłuższe w moim życiu. Myślałam, że podczas urlopu dziekańskiego będę gdzieś pracować, ale mieszkam na takim odludziu, że nie mogłam nic dla siebie znaleźć... Najbliższe miasta mam oddalone o 25 i ponad 40 kilometrów, więc na codzienne dojeżdżanie zmarnowałabym mnóstwo paliwa. Okazało się, że i tak jestem potrzebna w domu - ktoś musiał sprzątać, gotować i zajmować się babcią - tak zostałam kurą domową.
Do października miałam totalną labę jeśli chodzi o naukę - postanowiłam odpocząć i dać moim szarym komórkom chwilę wytchnienia po sesji. Na jesieni zaczęłam chodzić na cotygodniowe korepetycje z chemii - potarzałam najtrudniejsze tematy, a to, co mogłam przyswoić sama, przypominałam pomiędzy kolejnymi "sesjami" - w domu. Do końca grudnia udało mi się nadrobić braki, później zajęłam się ostatnimi powtórkami. Najwięcej czasu poświęcałam na robienie zadań i czytanie podręczników - notatek robiłam niewiele - praktycznie ograniczyłam się do chemii organicznej - były dla mnie stratą czasu.
Tak mijał mi czas do 13 maja. Tego dnia napisałam maturę, wyszłam zadowolona i od tamtego momentu miałam cichą nadzieję, że medycyna będzie stała dla mnie otworem.
Jestem osobą, która dusi w sobie wiele negatywnych emocji, dlatego po roku miałam czasem serdecznie wszystkiego dość. Najbardziej w kość dawała mi się babcia - nie możemy sobie z nią poradzić, a jeśli ktoś z Was ma kontakt (24h/7 dni w tygodniu) z osobą chorą na demencję - wie o czy mówię. Tuż przed ogłoszeniem wyników matury moja "cierpliwość" sięgnęła zenitu.
Zamknęłam się w sobie, całymi dniami siedziałam w książkach albo grałam w Wiedźmina. Z utęsknieniem czekałam na lipiec - miałam zaplanowane kilkudniowe wakacje z Mateuszem, które miały być dla mnie resetem - NA SZCZĘŚCIE TYM BYŁY.
Po odebraniu wyników kamień spał mi z serca. 88% - nawet nie spodziewałam się, że egzamin pójdzie mi tak dobrze. Żałuję, że nie składałam papierów na więcej uczelni - w Białymstoku i w Bydgoszczy się dostałam i mam teraz dylemat, które miasto wybrać :P
Na wakacjach odpoczęłam, mam nowe pomysły i chcę wykorzystać ten wolny czas, który mi jeszcze pozostał. Mam nadzieję, że ten blog nie umrze, ale na pewno nie będę dla niego nadwyrężać swoich sił - w końcu nauka jest najważniejsza.
Na wakacjach odpoczęłam, mam nowe pomysły i chcę wykorzystać ten wolny czas, który mi jeszcze pozostał. Mam nadzieję, że ten blog nie umrze, ale na pewno nie będę dla niego nadwyrężać swoich sił - w końcu nauka jest najważniejsza.
Blogowy detoks był mi bardzo potrzebny. Po kilku dniach przerwy mam ochotę pisać, nie mam problemy z ubieraniem myśli w słowa, co rusz przychodzą mi do głowy nowe pomysły. Pisze mi się lekko i przyjemnie, a to chyba o to w tym najbardziej chodzi. O to, żeby czerpać z blogowania przyjemność.
Zgadzacie się z przemyśleniami z ostatniego akapitu? Wy też zamierzacie sobie zrobić przerwę od blogowania?
Pozdrawiam :)

