Hej dziewczyny!
Chciałam dziś napisać kilka słów na temat warsztatów fotograficznych Olympus, które odbyły się na konferencji Meet Beauty w październiku tego roku. W relacji z całego wydarzenia wspomniałam, że nie byłam do końca usatysfakcjonowana - zabrakło mi wtedy praktyki, która pomogłaby w wykorzystaniu nowych wiadomości "na żywo". Teraz, z perspektywy czasu, moja opinia uległa diametralnej zmianie! Cieszę się, że mogłam tam być, bo nabyłam wiele informacji, z których zaczęłam w końcu czerpać w praktyce. Jeśli jesteście ciekawi i chcecie poznać kilka szczegółów - zapraszam :)
Przed zajęciami miałam kontakt z lustrzanką, byłam jednak świadoma, że nie wykorzystuję możliwości swojego aparatu w 100%. Gdy weszłyśmy na salę każda z nas otrzymała swój testowy egzemplarz - mi niestety trafił się średniozaawansowany model - bez wymiennej optyki, ale taki, którym mogłam się do woli bawić parametrami. Zajęcia były prowadzone przez utalentowane rodzeństwo - samouków z wykształceniem informatycznym - Dianę i Rafała, których bliżej możecie poznać na dr5000.com. Cieszyłam się, że będą to młode osoby, bo dzięki temu dużo łatwiej było nam się ze sobą komunikować.
![]() |
| Bardzo niekorzystne zdjęcie, ale niech będzie :P |
Na starcie padło oczywiste stwierdzenie, że aby zrobić piękne zdjęcie wcale nie trzeba mieć drogiego aparatu czy fotograficznego sprzętu. Zazwyczaj wystarczy to, co mamy w domu - za blendę świetnie może posłużyć biały karton, który kosztuje kilkadziesiąt razy mniej. Jest to na pewno pomocne i budujące w początkowych stadiach nauki - nie zawsze możemy od razu inwestować w wiele gadżetów.
Najwięcej czasu poświęciliśmy na omówienie parametrów takich jak: przysłona, czas naświetlania czy ISO. Okazało się, że dostosowanie tego do panujących warunków nie jest takie trudne - aparat sam pokazuje nam, co zmienić - trzeba tylko chcieć pokombinować z opcjami, aby zadowolić się świetnymi efektami. Fajną ciekawostką był np. fakt zaklejania tyłu buteleczki perfum białą kartką, co pozwoliło uniknąć prześwitów tła.
Na początku bardzo się stresowałam - miałam wrażenie, że w gronie 30 uczestników jestem jedyną, która po wzięciu aparatu do ręki nie może się przyzwyczaić - przed oczami ciągle stawał mi interfejs mojej lustrzanki :P Prowadzący szybko jednak rozwiali ciężką atmosferę pomagając każdemu, kto miał problem z obsługą sprzętu.
Na pierwszym miejscu postawiona była jednak nasza kreatywność - często proste metody, o których w ogóle nie myślimy dają najlepsze rezultaty. Zdjęcia wykonane telefonem też mogą być piękne - bo ważny jest ich klimat i emocje, które chcemy pokazać.
Diana i Rafał wspominali też o tym, że dobrze jest wyrobić sobie swój styl w fotografii, dzięki czemu zdjęcia będą rozpoznawalne i będzie mniej problemów z ich kradzieżą. Nie wiem czy ja mam swój styl, ale chyba nie lubię się tak ograniczać i z tego pomysłu akurat nie skorzystam :P
Na koniec postaram się odpowiedzieć na pytanie, czy warsztaty Olympus w
ogóle mi się przydały? Moim zdaniem tak, i to bardzo. Wyciągnęłam
zakurzony statyw, biały karton, przełączyłam tryb z półautomatycznego na
manualny i zaczęłam się bawić. Zajęcia pomogły mi przemóc stres i
okazało się, że robienie świetnych jakościowo zdjęć (bez ziarna, ostrych
cieni) wcale nie jest tak czasochłonne jak mi się wydawało, a do tego
daje ogromną satysfakcję. Zainspirowana warsztatami postanowiłam w końcu kupić lampę pierścieniową i już pod koniec listopada będę miała ją u siebie. Mam nadzieję, ze wtedy moje zdjęcia będą jeszcze lepszej jakości. Przygotowałam Wam też kilka moich prób, żeby
pokazać efekty tego szkolenia. Widzicie różnicę?
![]() |
| Tu bardziej subtelny efekt, ale zwróćcie uwagę na cień i białe serduszko przy słoiku :) |
Podsumowując - warsztaty bardzo mi się przydały, cieszę się, że mogłam w nich uczestniczyć. Warto podkreślić fakt, że mimo iż sponsorem był Olympus to twórcy zajęć przypominali nam, że to nie marka i aparat robię z nas fotografa, ale zdjęcia i to, jak nad nimi pracujemy. Podobało mi się również to, że organizatorzy zwracali naszą uwagę na to, że jak najlepsze zdjęcie powinno powstać już na poziomie aparatu, a nie przeróbki w programie graficznym, bo to da nam pewność spójnych zdjęć (np. w jednym poście).
Aparaty Olympus spodobały mi się ze względu na ich duże możliwości - wiele z ich modeli jest mniejszych od standardowych lustrzanek, a robią podobnej jakości zdjęcia. Ich design również przyciąga uwagę - styl vitntage/retro, bardzo mi się podoba :D Uważam, ze taki aparat to ozdoba kobiecych zbiorów :)
Widzicie różnice w zdjęciach? Miałyście świadomość, że tak prostym sposobem można poprawić ich jakość?
Pozdrawiam :3









Brak komentarzy:
Prześlij komentarz