Hej dziewczyny!
Ja odpoczywam po spotkaniu blogerek i vlogerek Meet Beauty w Warszawie, a Wam podrzucam dziś recenzję wosku Yankee Candle, który podbił moje serce. Po ostatnim spotkaniu z bardzo słodkim zapachem potrzebowałam odskoczni - czegoś innego i to o 90 stopni. Dałam zadecydować Mateuszowi i padło na wosk z kolekcji Q3, który ma przypominać egzotyczną podróż po ciepłej Afryce. Dziś opowiem Wam więc historię o gwiazdach wiszących nad górą Kilimandżaro -mowa tu oczywiście o Kilimanjaro stars :) Zapraszam więc dalej :)
Wosk z rześkiej linii zapachowej Yankee Candle z serii Classic. Aromat
czystego górskiego powietrza splecionego z chłodną nutą mięty i ciepłą
paczulą.
Przyznam szczerze, że do zakupu tego wosku skusił mnie nie tylko fakt, że jest on z najnowszej kolekcji, ale również jego kolor i grafika, jaka została zaprojektowana specjalnie dla niego. Wosk świetnie wygląda gdy roztopi się na kominku - głęboki odcień niebieskiego to coś, co naprawdę lubię :P
Jeśli chodzi o sam zapach - zarówno mi, jak i domownikom od razy przypadł do gustu. To kolejny z serii tych intensywnych i charakterystycznych. Już niewielka ilość włożona do kominka sprawia, że zapach wyczuwalny jest nie tylko w pomieszczeniu, w którym jest on umieszczony, ale również w sąsiednich pokojach. Jest męski, rześki, z powodzeniem mógłby zastąpić wysokopółkowe perfumy. Zgodzę się z producentem, że jest to aromat chłodnego, czystego powietrza, które możemy znaleźć daleko od wielkomiejskiego gwaru. Jeśli nie jesteście fanami zapachu tradycyjnej mięty możecie spać spokojnie - moim zdaniem nie czuć jej w wosku. Mi ta nuta przypomina po prostu słodką świeżość. Ciepła paczula nadaje temu zapachowi pewnej lekkości i delikatnie go zmiękcza, czyniąc bardziej plastycznym i "łatwiej przyswajalnym".
Kilimanjaro strars to zapach zadbanego faceta, który przypadł mi go gustu zdecydowanie bardziej niż zachwalany przez wszystkich Black coconut (Ba, nie tylko mi :P Nawet Mateusz stwierdził, że mógłby go palić u siebie w pokoju :P). Szkoda, że jest już niedostępny, bo chętnie zamówiłabym jeszcze jeden egzemplarz.
Wosk znajdziecie na stronie goodies.pl w cenie 7 złotych. Jedna tarteletka starczy na kilka paleń, więc wosk można uznać za wydajny ;)
Kilimanjaro strars to zapach zadbanego faceta, który przypadł mi go gustu zdecydowanie bardziej niż zachwalany przez wszystkich Black coconut (Ba, nie tylko mi :P Nawet Mateusz stwierdził, że mógłby go palić u siebie w pokoju :P). Szkoda, że jest już niedostępny, bo chętnie zamówiłabym jeszcze jeden egzemplarz.
Wosk znajdziecie na stronie goodies.pl w cenie 7 złotych. Jedna tarteletka starczy na kilka paleń, więc wosk można uznać za wydajny ;)
Jakiego typu zapachów jesteście fankami? Podobają Wam się coniedzielne posty z opisem wosków Yankee Candle, czy może jest tego teraz na blogu za dużo?
Pozdrawiam :)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz