Hej!
Wczoraj ostatecznie pożegnaliśmy maj, przyszedł więc czas na ulubieńców tego miesiąca. Ostatnio używałam naprawdę dużo nowych kosmetyków, ale postanowiłam na ulubieńców wybierać od 3 do 5 produktów :D Wtedy łatwiej będzie mi unikać powtórek i zawsze będę mogła pokazać Wam coś ciekawego. Mam nadzieję, że lubicie tego rodzaju posty i nie zawiedziecie się! :D Zapraszam Was do dalszej części posta :3
Jak już wyżej wspomniałam, w tym "wydaniu" chciałabym Wam pokazać 4 produkty - dwa kosmetyki pielęgnacyjne i dwa kolorowe. Muszę jeszcze wspomnieć o tym, że zdjęcia nadal robię telefonem i kolory nie są do końca oddane, niesety jak na razie nie mam innego wyjścia :C Wracając jednak do tematu będę dzisiaj pisać o kosmetykach dwóch marek - Tołpy i Bourjois.
Oczyszczający żel-peeling do mycia twarzy - Młoda skóra - Tołpa Simply
Gdy wypatrzyłam w Biedronce te produkty i spojrzałam na ich składy stwierdziłam, że nie mogę przejść obok nich obojętnie :D Najpierw kupiłam żel do twarzy i go stosuję dłużej, więc mam o nim wyrobioną poważną opinię. Stosuję go wyłącznie na noc. Świetnie oczyszcza twarz z jakichkolwiek zabrudzeń (najpierw oczyszczam ją delikatnie micelem). Nie ma SLS, zawiera mnóstwo naturalnych ekstarktów i delikatnie peelinguje skórę. Czasem mnie podszczypuje, ale jakoś mocno mi to nie przeszkadza :P
Zwężający pory tonik do twarzy - Młoda skóra - Tołpa Simply
Kolejny kosmetyk z tej samej serii, który również bardzo przypadł mi do gustu. Również zawiera wiele naturalnych składników, dodatkowo nie mając przy tym alkoholu denaturowego, który mógłby wysuszać naszą skórę. Jest wydajny, delikatny i ma naprawdę ładny zapach. Razem z żelem spowodował, że na mojej twarzy jest naprawdę mniej zaskórników i bardzo mi się to podoba. Bliższa recenzja tych kosmetyków na pewno pojawi się jeszcze na blogu :)
Wypiekany róż w kamieniu - 34 Rose D'Or - Boujois
Ulubieniec od pierwszego użycia. Na początku bałam się, że może być dla mnie za ciepły, że może będzie za bardzo widać ten złoty błysk - nic bardziej mylnego. Róż jest delikatny, dziewczęcy, dodaje twarzy lekkości i nawet po nieprzespanej noc sprawiamy dzięki niemu wrażenie wypoczętej :D Pigmentacja moim zdaniem w sam raz, krzywdy sobie nim nie zrobimy. Kolor trafiony w dziesiątkę, mam nadzieję, że uda mi się go zużyć, bo słyszałam, że wtej kwestii jest z tym naprawdę ciężko :P Mogę jeszcze dodać, że bardz intensywnie pachnie perfumami - mi to na początku trochę przeszkadzało, ale chyba się przyzwyczaiłam :P
Matowa pomadka Rouge Edition Velvet - 10 Don't pink of it - Bourjois
Szalałam za tymi pomadkami już całe wieki, ale ciężko było mi wydać na nie aż 50 złotych. Postanowiłam więc zainwestować w jedną podczas promocji -49% w Rossmannie i zobaczyć czy się u mnie sprawdzi. Wybrałam odcień nude, bo fuksji mam już naprawdę dużo :D ten kolor to coś w rodzaju mojego lepszego odcienia ust, ale wyraźnie widać, że mam cos na ustach. Fajnie się z nim pracuje, ma precyzyjny aplikator. Nakłada się równą warstwą. Trzyma się na ustach jak magnes lodówki (ach te poetyckie zdolności :P), suche jedzenie nie jest mus traszne, gorzej z piciem i wmagającymi posiłkami. Szminka to lądowała na moich wargach naprawdę często i dostałam kilka komplementów na temat jej wyglądu :D
Miałyście któregoś z moich ulubieńców? Wybrałyście już swoich? Co możecie mi polecić?
Pozdrawiam :3






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz